Mania i Lubuska Ekonomia Społeczna.

Mania i Lubuska Ekonomia Społeczna.

Ekonomia społeczna, jak i jej podmioty, pomimo spójnej i systematycznej promocji zarówno samego zjawiska, jak i stojących za nim ludzi, ciągle wydaje się być tematem z gatunku ekonomiczno -egzotycznych. Dla wtajemniczonych mających skłonność do daleko posuniętych uproszczeń, ekonomia społeczna ciągle jest sferą branż niewymagających specjalnych umiejętności osób zatrudnionych, to sfera branż potrzebnych, lecz prostych: sprzątanie, ogrodnictwo, prosty catering etc. Nijak się to ma do prawdy. Jest tylko ciut mniej nieprawdziwe od tez głoszonych przez entuzjastów zjawiska. Bo i tacy istnieją. Entuzjasta ES skłonny jest przypisać jej wartości zupełnie nieadekwatne dla opisania zjawisk rynkowych: dobroczynność, humanitaryzm, działalność społeczna. Lub jeszcze mocniej, bądź jeszcze bardziej. Gdzieś po środku tych skrajności znajduje się pojęcie odpowiedzialności społecznej i to właśnie ono wydaje się trafiać w istotę ES. Zdarzają się jednak takie historie i takie branże, gdy racjonalność bierze w łeb i nagle okazuje się, że Ekonomia Społeczna może łączyć się z wartościami nadrzędnymi. Może wejść w przestrzeń spełnionych marzeń o wolności, równości i prawach człowieka. Tak właśnie stało się w poniższym przypadku.

Polska Fundacja Rozwoju Ekonomii Społecznej  to podmiot ekonomii społecznej z siedzibą w Kęszycy Leśnej (Województwo Lubuskie). To jeden z tak zwanych „naszych” podmiotów, ponieważ otrzymał on dotację z Lubuskiego Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej na utworzenie miejsc pracy, w jednym z pierwszych naborów. W ciekawej branży, ponieważ Fundacja zajmuje się administrowaniem innych podmiotów; wsparcie księgowe, prawne, wsparcie przy pisaniu projektów etc. To mocno odróżnia Fundację od innych podmiotów ES i zadaje kłam wspomnianym powyżej stereotypom. Pasja Prezesa Fundacji Pana Leszka Dobrzańskiego, która przekłada się na działalność w obszarze szeroko pojętych praw człowieka, sprawia, że Fundacja, którą zarządza, jest coraz mocniejszym graczem na rynku usług prawnych w obszarze prawa międzynarodowego. I w tym momencie dotykamy sedna tej historii…

Oczywiście najczęstsze usługi w tym obszarze dotyczą klientów zza wschodniej granicy.   Zdarzają się wśród nich trudne i bardzo ciekawe historie, za którymi stoją ludzie, krzywdy i komplikacje wpływające na ich dalsze losy.  Zapewne można napisać na ten temat wiele artykułów… Ale nas poruszyła historia kobiety, której Fundacja uratowała życie, stworzyła perspektywy i spełniła marzenia. A marzenia te to: wolność i miłość.

33 letnia Mania to mieszkanka Iranu. Iran, tak jak Arabia Saudyjska, jest państwem wyznaniowym – w całym kraju obowiązuje szariat, czyli islamskie prawo kierujące życiem muzułmanów. Restrykcyjne zasady w jakich żyła Mania pozwoliły jej co prawda zdobyć za darmo wykształcenie o jakim w większości krajów europejskich wiele kobiet marzy (jest programistką), ale jednocześnie mocno ograniczały jej wolność osobistą, o czym najsilniej przekonała się w momencie, gdy przyszła do niej miłość. Miłość, która nie uwzględniła przyjętych w jej ojczyźnie norm. Miłość do Europejczyka. Za taką miłość w Iranie, kobieta może zapłacić własnym życiem. I jest to groźba całkowicie realna, pomimo tego, że w teorii prawo zabrania już kamieniowania bądź okaleczania „sprawczyń” takiej miłości. Rodzina Manii to tradycyjna rodzina muzułmańska, dla której ślub z innowiercą oznacza wstyd, wykluczenie ze społeczności oraz inne rozliczne konsekwencje społeczne. Taką winę może zmyć jedynie śmierć niewiernej kobiety. Opowieść o walce o prawo do miłości i wolności Manii, zbiegła się z rozpoczęciem na świecie epidemii COVID-19. Wczesną wiosną br. To właśnie wtedy młoda Iranka rozumiała, że nie jest w stanie poświęcić własnego szczęścia w imię zasad w jakich przyszło jej żyć. Kolejne kraje zamykały granice i lotniska. Świat się kurczył. Europa stała się nierealnym marzeniem, tak jak i miłość Polaka i Iranki. W tych ostatnich dniach przed paraliżem świata najbliższym Europie krajem, do którego można uciec, była Turcja. I taką też podjęli decyzję. Polak i Iranka. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce w Stambule. Stambuł to jedno z najpiękniejszych miast na świecie ale nawet w porównaniu do jego urody, miłość, która zakwitła online w obliczu osobistego spotkania, rozbłysła pięknem wręcz oślepiającym. Nie było już odwrotu. W świecie ogarniętym epidemią, strachem i niepewnością, tych dwoje młodych ludzi przeżyło swój  najpiękniejszy w życiu czas. Również wtedy poczęli nowego człowieka. Powrót do swoich światów stał się niemożliwy. Dla Manii powrót oznaczałby koniec życia jej i ich dziecka.

To właśnie wtedy do gry wkroczyła Fundacja z Kęszycy Leśnej. Niemożliwe? A jednak! Znany ze swojej skuteczności, nieustępliwości i empatii Leszek Dobrzański otrzymał pewnego wieczora telefon z prośbą o pomoc młodej kobiecie z Iranu, która wraz z chłopakiem z Polski, przebywa obecnie w Turcji, jest w ciąży i absolutnie nie może i nie chce wracać do swojego kraju. Historia była ciekawa, smutna i tragiczna. Zwłaszcza w dobie pandemii, zamkniętych granic… Była jednocześnie humanitarnym wyzwaniem, jakie nie zdarza się co dzień i po prawdzie, w takim wymiarze zdarzyło się po raz pierwszy.

Pierwsze decyzje i kroki prawne podjęto w Polsce. Rozwiązaniem wydawał się być ślub w Turcji, który ze względu na obywatelstwo pana młodego, mógłby (po spełnieniu niezliczonej liczby formalności) zostać uznany za ślub europejski, a Mania stałaby się wówczas pełnoprawną żoną Europejczyka, co pozwoliłoby jej na pobyt w Polsce. Tak też zrobili. Chwilę później zobligowany terminami zawodowym mężczyzna, musiał opuścić Turcję. Mania została więc w Turcji sama, a najbardziej prawdopodobną perspektywą była deportacja do Iranu (po ustaniu ważności jej wizy). Sprawy związane z pobytem obcokrajowców w Unii Europejskiej to sprawy niezwykle złożone, wymagające spełnienia ogromnej ilości warunków i dopełnienia skomplikowanych procedur. Sprawa taka jak Manii, w normalnych warunkach zajęłaby kilka miesięcy. W czasie pandemii wydawała się być niemożliwa. Ilość pism, wniosków, telefonów do wszelkiej maści urzędów, placówek dyplomatycznych i ludzi z prawem międzynarodowym związanych, zniechęciła by każdego… Ale nie prezesa podmiotu ekonomii społecznej. Mniej więcej po 8 dniach po przeprowadzeniu transkrypcji aktu małżeństwa zawartego Ankarze, Mania, jako żona Polaka mogła po otrzymaniu wizy przylecieć do Polski. Problem polegał na tym, że nie podołałaby procedurom wymaganym na terenie Turcji. Tak więc trzeba było po Manię do Turcji polecieć. Niby nic trudnego. To tylko dwie godziny lotu. Tylko dwie godziny lotu w dobie światowej epidemii… Dopiero na lotnisku Leszek Dobrzański zrozumiał , że naprawdę uratował tej kobiecie życie. Co wcale nie należało do doświadczeń z gatunku; łatwe. Dopiero po szczęśliwym wylądowaniu Manii w Polsce, z różnych emocji jakich doświadczył wyłoniło się spełnienie i poczucie satysfakcji. Pojawiło się też coś jeszcze,  a mianowicie przyjaźń. Przyjaźń dziewczyny z Iranu i polskiego prawnika.   

Dziś Mania wraz z mężem i jego rodziną mieszka w Polsce. Zaczęła pracę w swoim zawodzie. Czekają na przyjście na świat ich dziecka. Minione wydarzenia cięgle są jednak w niej i nie pozwalają na poczucie spokoju i szczęścia. Mania jest pod opieką anglojęzycznego psychologa. Ciągle utrzymuje kontakt z przyjacielem z Kęszyce Leśnej, Prezesem Polskiej Fundacji Rozwoju Ekonomii Społecznej, Panem Leszkiem Dobrzańskim, któremu zawdzięcza życie. Ta historia trwa.

Długo myśleliśmy jakim tematem podsumować ten rok, kolejny rok działalności Lubuskiego Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej oraz podmiotów, przy jego wsparciu utworzonych. Uznaliśmy, że ta historia, tak trudna, pełna nadziei i wiary w to, że choć pewne rzeczy wydają się być niemożliwe to praca i pasja pozwalają na ich zaistnienie, będzie w tych trudnych dniach dla nas wszystkich najlepsza. Będzie też dowodem na to, że choć ekonomia społeczna jest tylko zjawiskiem ekonomiczno – społecznym, potrafi wkraczać w sfery wartości najwyższych, z których najważniejszą jest dobro drugiego człowieka.  
POLSKA FUNDACJA ROZWOJU EKONOMII SPOŁECZNEJ, Tel. 723 791 854

Autor: Katarzyna Miczał
Grafika: Ewa Sajkowska

Dodaj komentarz